CZAR ZORICY

| Na półce z książkami | Muzyczne impresje | Najlepsze witaminy... | Ale Kino... | Archiwum
..
CZAR ZORICY
...

- Takiego finału się nie spodziewałem - podjął po chwili Leszek. - I chyba nikt z nas, proszę pana. Szura Riebakow wszystkich nas zaskoczył. Pracował w piekarni pięć lat i wydawało się, że tu się zadomowił. Tak przynajmniej twierdził. W ostatnim dniu przed swoim zniknięciem wyznał mi na baczność: "Ja Was lublu, ťbasŤ, i nikogda nie opuszczu”.
Myślę, że to było szczere. Jednocześnie jednak w duszy jego walczyły dwa sprzeczne żywioły. Własny i cudzy...
 - Czyj?
Jego żony Zoricy. Był od niej w pełni uzależniony. Jak narkoman.
Zorica miała nad Szurą magiczną moc. Wielokrotnie chciał się od niej uwolnić. Uciec w kibini matieri - jak mawiał-i nie mógł. Krył się, zmieniał adres, wszystko na nic. Zawsze go dopadła. Jeden telefon wystarczał. Riebakow tracił wolę, zmieniał zdanie, stawał na baczność i jak zaczarowany spełniał każdy jej rozkaz. Posłusznie wracał do domu. Czegoś podobnego nie widziałem. – Po co ty do niej idziesz?! - wołaliśmy. "Nu, mnie nado" - odpowiadał złamany - Ale po co? - "Kazała"...
Czy ty jesteś jej pachołek? Baran na sznurku?! -klarował raz Szurze Kuba. Jak można tej ruskiej cipie tak ulegać?! - dziwił się. - Niby kozak i gieroj, a baba kiwnie palcem i on już leci w podskokach.
- Bo Zorica...
- Co Zorica? Caryca?!
- Nu, du - przyznał ze skruchą.
- Zaczarowała go, wiedźma! On jej wierzy, panowie. W tym sęk. Przedtem wierzył partyjnej wierchuszce, a teraz jej. Tragedia - westchnął Żywiec. – I obyś ty chociaż ją kochał, tumanie! Ale sam mówisz, że jej nie kochasz!
- Absolutno niet, Mark. Nienawiżu jejo! - potwierdził Szura. - No, więc what is a problem?!
- Nie magu wojewat' z Zoricoj... 
- Bo co?
- Bo wsio – urwał z  lękiem.
- Wolisi wegetowuć pod jej spódniczka Wolisz? Mów! 
- "Wolu” - szepnął pod nosem.
- To siedź, dupo! I gazduj! Jak człowiek radziecki woli kiecki, niech ma! Co mu bronisz, Marek?! - zawołał Kuba z Głodówki.
- Wait u moment, Kuba! Ja z nim gadam. Nic wtrącaj sio - powstrzymal go Żywiec.
- Okay. Szczęść ci Boże, baca - rzucił Kuba.
- Ja pod jubkoj jejo żywoj. Dyszu, Mark - tłumaczył mu Szura. 
- A tu zdychasz?!
- Nu, da - odparł z przekonaniem. - Ona mienia tiepier’ wylańcza. To demon Mark! Prawdziwy demon! Kak zachoczet, to wsio możet. Ja bobu znaju. Auu! Już choczet, swołocz. A-ja-jaj - skrzywił się z bólu. - Wot tut pieczot. Oj, matuszka moja! Hospodi! - chwycił się za pierś i szybko dopadł swej ppodręcznej apteczki, zwanej przez chłopców herbapolem. Miał w niej wszystkie możliwe zioła i krople z Health Store. Zażył ich kilkanaście i roztarł zbolałą pierś,
- Gnietiot, kak gnietiot, pany! Ja ledwie dyszu - poskarżył się.
- To zdychaj! Jak Szura rura, niech umiera! O jednego durnia będzie mniej! - wściekł się Żywiec. - Podłączyła go do cyca i gniecie! A ten tumon jej wierzy! Wierzy w te średniowieczne gusła! Stuknij ty się w łeb, idiotol Jak można być takim tumanem?! I dać się tak opętać przez zabobon w erze kumputeral To przecież trzeba mieć kuku! - uderzył się w czoło, daremnie apelując do resztek rozsądku Szary. Riebakow spojrzał na niego martwym okiem pokiwał pokornie głową i powtórzył:
- Ty praw, Mark, absolutno - ale wiadomo było, że zrobi tak, jak mu jego demon małżeński każe.

- To poddaństwo doprowadzało do szewskiej pasji ciastowego -- ciągnął Leszek. - Pienił się jak prawdziwe piwo, nie mogąc znieść, żc ten potężny chłop tak ulega swojej babie. To po prostu nie mieściło mu się w głowic. W sumie bowiem lubił Szurę. Sądził, że durak, ale poczciwiec, chłop z kościami, wszystko by człowiekowi oddał. Pragnął więc go wyrwać z rąk tej wiedźmy. Wszyscy chcieliśmy mu pomóc. Ale Szura sam sobie szkodził. Głuchy na wszystkie nasze rady. To co zrobisz?! Nic - Leszek wzruszył ramionami.
- Z tym lubieniem to chyba nie tak. Załoga piekarni mu zdrowo dapiekłu - wtrąciłem. - Wciąż przybiegał przecież na skargę z płaczem. Chciał nawet odejść z pracy...
- Zgadza się- przyznał Leszek. - Ale to było dawniej. Przy tamtej załodze. Z Medalikiem i Walcmistrzem na czele. Od czasu jednak gdy udeszli, a ja Żywcowi i Kubie zagroziłem, że jak będą się znęcać nad Szarą, to ich wyrzucę, te ataki ustały.
- Poza gwałtem w Odessie - przypomniałem.
- Gwałt był swoistym odwetem za gieroja "Ontario Brcad Company". Tego
już chłopcy psychicznie nie wytrzymali - zaśmiał się. - Poczuli się do głębi dotknięci w swej narodowej dumie. To trzeba zrozumieć...
- Jasne.
- Szura zawsze mocno przeżywał swe domowe dramaty. Zwierzał się z nich non stop. Tym razem jednak zamilkł. Popadł w stan frustracji i manii prześladowczej. W napięciu oczekiwał na cios. Strzałę, którą wszechmocna Zorica wypuści ze swego czarnoksięskiego łuku. Pierwszy raz bowiem, jak się później okazało, stanął dęba i nie wykonał jej rozkazu. Spodziewał się więc najgorszego. Poważnie zaczęliśmy się o niego bać. To był inny Szura. Zmienił się na twarzy. Niknął w oczach. Wychudł, sczerniał, nic nie mówił. Po piekarni snuł się jak cień.
- Co z tobą, Szura?! Opanuj się! Przegarujesz mi ciasto! - krzyknąłem w końcu.
- Nie przegaruję, "bas" - odpowiedział martwo.
- Już jesteś przegarowany. I klapnięty. Ja takiego klapniętego chleba jak ty nie chcę! Rozumiesz?! Nie bądź zakalec! -próbowałem go rozerwać.
- Nie budu zakalec. Wsio under control - zapewnił na baczność.
Czułem jednak, że Szura przeżywa męki. Szarpie się i dłużej tego nie zniesie. Mamrocze, żegna się nabożnie i na próżno odgania złe moce, które ona na niego zsyła. Najgorsze, że wierząc w nie święcie, staje się jej coraz bardziej uległy. I to było "błędne koło ratunkowe”. Dzielny matros szedł na dno, a my całą załogą nie mogliśmy go wyciągnąć z psychicznego dołka. Oderwać od tej Zoricy.
A zaczęło się dość niewinnie. I typowo. Szura zszedł ze statku w Halifaksie i za wszelką cenę chciał zostać w Kanadzie. Azyl polityczny odpadał. Czas wybierania wolności skończył się i pozostała już tylko niewola małżeńska. Chętnie w nią popadł. Uznał, że ożenek jest najprostszym wyjściem. Zorica miała obywatelstwo kanadyjskie, a o to szło. Co prawda starsza była od niego, przygruba i niezbyt ładna, ale przymknął oczy. Pocieszał się, że piękno Kanady wkrótce mu to wynagrodzi. Liczył, że jak tylko otrzyma landed immigrant i insurance number, to puści babę w trąbę i będzie mógł pełną garścią korzystać z uroków Kanady. Tymczasem ona zadała mu urok i jej czar okazał się silniejszy. Biedny Szura drżał teraz o własne życie, błędnie snując się po piekarni. Magnetyczne bioprądy żony raziły go w samą pierś. Ulegał im jak lunatyk. Ona też zabierała mu wszystkie zarobione pieniądze. Była na nie bardzo pazerna... Na próżno staraliśmy się go wyrwać z jej zaklętego kręgu. Zorica nie myślała się go wyrzec. Batalia o duszę Szury z jego demoniczną małżonką doszła w tym dniu do zenitu. Pytanie, kto kogo zmoże. My ją, czy ona nas...
- A kim właściwie jest ta Zorica?! - spytałem.
 


| Na półce z książkami | Muzyczne impresje | Najlepsze witaminy... | Ale Kino... | Archiwum